10 rzeczy, których nauczyłam się, podróżując z DiscoverEU
Trzy tygodnie, pięć miast, bardzo dużo pociągów, kilka muzeów, trzy koszulki i zdecydowanie za mało powodów, żeby szybko wracać do domu.
HANIA
UCZESTNICZKA PROJEKTU „SZLAKIEM KULTURY: MŁODZIEŻ BEZ BARIER W EUROPIE” ABSOLWENTKA WOLNEJ SZKOŁY DEMOKRATYCZNEJ BULLERBYN
Przez trzy tygodnie podróżowaliśmy pociągami przez Europę. Zaczęliśmy w Warszawie, potem była Praga, Wiedeń, Wenecja, Como i Paryż. Nasz projekt był realizowany w ramach DiscoverEU Inclusion Action programu Erasmus+.
Przed wyjazdem myślałam o tej podróży przede wszystkim jako o projekcie edukacyjnym. Chciałam zobaczyć miejsca, o których wcześniej uczyłam się na warsztatach z historii sztuki, stanąć przed obrazami znanymi z książek, przyjrzeć się architekturze europejskich miast i sprawdzić, jak właściwie wygląda kilkutygodniowe podróżowanie pociągiem.
W trakcie okazało się, że uczę się rzeczy zupełnie innych niż te, które można znaleźć w przewodnikach… O pociągach. O pakowaniu. O planowaniu i nieplanowaniu. O tym, że odpoczynek jest częścią podróży. O proszeniu o pomoc. O życiu przez trzy tygodnie z dwiema innymi osobami. I o tym, że czasem najlepszą rzeczą, jaką można zrobić w obcym mieście, jest przestać patrzeć w Google Maps i po prostu rozejrzeć się dookoła.
Gdybym miała dziś przygotować dziesięć wskazówek dla kogoś, kto wybiera się w swoją pierwszą podróż DiscoverEU, wyglądałyby tak:
1. ZAPLANUJ TRASĘ, ALE NIE PLANUJ KAŻDEGO DNIA
Wyjeżdżając z Warszawy, mieliśmy zarezerwowane właściwie dwie rzeczy: pociąg do Pragi i pierwszy nocleg. Wiedzieliśmy oczywiście, jakie miasta chcemy odwiedzić i co mniej więcej chcemy w nich zobaczyć. Przed podróżą dużo rozmawialiśmy o trasie, siedzieliśmy nad mapami, odbyliśmy warsztaty dotyczące sztuki i miejsc, do których jedziemy. Mieliśmy więc kierunek.
Nie mieliśmy natomiast rozpiski typu: 8:00 pobudka, 9:15 muzeum, 12:30 obiad, 14:00 zabytek numer 7, 17:23 pociąg… I bardzo dobrze!
Dużą część przejazdów i noclegów rezerwowaliśmy na bieżąco. Kiedy zmieniały nam się plany, mogliśmy zmienić również połączenie. Dzięki temu podróż nie była wykonywaniem wcześniej przygotowanego harmonogramu. Była naprawdę podróżą.
Oczywiście jest też druga strona tej historii. Do Paryża jechaliśmy wieczornym pociągiem, internet ledwo działał, do miasta mieliśmy dotrzeć około 21:00, a my… nadal nie mieliśmy noclegu. To był chyba mój najbardziej stresujący moment całej wyprawy.
„Moja rada: miej plan, ale zostaw w nim puste miejsca. I może jednak nie zostawiaj znalezienia łóżka w Paryżu na ostatnią godzinę.”
— WSKAZÓWKA DISCOVEREU
2. POCIĄG TO NIE TYLKO SPOSÓB PRZEMIESZCZANIA SIĘ POMIĘDZY ATRAKCJAMI
Przed wyjazdem lubiłam pociągi. Po wyjeździe nasza ekipa właściwie jednogłośnie stwierdziła, że je kocha!
Jechaliśmy nimi godzinami. Dojechaliśmy nimi aż do Paryża. Spaliśmy w nocnym pociągu z Pragi do Wiednia. Raz przez chwilę siedzieliśmy na podłodze ostatniego wagonu, bo nie mieliśmy miejscówek, aż konduktorka znalazła nam trzy wolne siedzenia. Były rozmowy, spanie, jedzenie, oglądanie krajobrazu i wymyślanie w pociągu, jak będziemy dokumentować podróż. Po pewnym czasie przestajesz mieć poczucie, że „osiem godzin w pociągu to osiem straconych godzin”. To jest osiem godzin podróży.
I właśnie to jest dla mnie jedna z największych różnic między lataniem a przemieszczaniem się koleją. Nie teleportujesz się z lotniska pod Warszawą na lotnisko pod Paryżem. Widzisz, jak Europa zmienia się za oknem.
3. SPRAWDŹ REZERWACJE MIEJSC, ZANIM USIĄDZIESZ NA PODŁODZE
Elastyczność biletu bardzo ułatwiała nam życie, ale nie oznacza ona, że można zupełnie przestać interesować się zasadami obowiązującymi w poszczególnych pociągach. Niektóre wymagają obowiązkowej rezerwacji miejsca, inne nie. W szybkich i popularnych pociągach miejsca mogą się skończyć. Zasady różnią się też pomiędzy krajami i przewoźnikami.
My mieliśmy swoją krótką przygodę z podróżowaniem na podłodze wagonu. Było śmiesznie, bo trwało krótko i skończyło się znalezieniem miejsc. Gdyby miało tak wyglądać osiem godzin, prawdopodobnie wspominalibyśmy to trochę mniej kolorowo.
Przed wejściem do pociągu sprawdź trzy rzeczy: czy dany pociąg wymaga rezerwacji, ile ona kosztuje i czy są jeszcze miejsca. I nie zakładaj, że skoro masz pass, wszystko dzieje się automatycznie. Oficjalna strona DiscoverEU ma osobne instrukcje dotyczące aktywacji passa, przygotowania go do kontroli i rezerwacji miejsc.
4. MOŻNA PRZEŻYĆ TRZY TYGODNIE BEZ POŁOWY SWOJEJ SZAFY
Dzień przed wyjazdem pakowaliśmy się równocześnie i pisaliśmy do siebie na Messengerze: „Ile bierzecie koszulek?”, „W jaki plecak się pakujecie?”, „Jak to wszystko zmieścić?”… I wtedy Franek wysłał zdjęcie plecaka, który wyglądał prawie jak większa nerka. Moja reakcja była mniej więcej taka: „Nie gadaj, że ty się w to spakujesz na prawie miesiąc”. Chwilę później dowiedziałyśmy się, że planuje wziąć dwie koszulki! Ostatecznie, dla ścisłości, były chyba trzy koszulki i koszula. Ten szczegół stał się zresztą jednym z inside joke’ów całej wyprawy.
Nie twierdzę, że każdy powinien podróżować przez Europę z trzema T-shirtami. Ale nauczyłam się, że prawie zawsze zabieramy więcej, niż naprawdę potrzebujemy. A kiedy przez trzy tygodnie co kilka dni idziesz z całym swoim dobytkiem na dworzec, zaczynasz mieć bardzo wyraźną opinię na temat każdej rzeczy, którą „może warto wziąć na wszelki wypadku”.
Najlepsza rzecz do spakowania? Mniej rzeczy. A jeśli wybierasz noclegi, pralka raz na kilka dni potrafi być większym luksusem niż widok z okna.
5. JEDZENIE, SEN I ODPOCZYNEK NIE PRZESZKADZAJĄ W ZWIEDZANIU. ONE UMOŻLIWIAJĄ ZWIEDZANIE
Można pojechać do Paryża i próbować zobaczyć wszystko. Można też po dwóch dniach być tak zmęczonym, że Musée d’Orsay staje się po prostu kolejnym budynkiem, przez który trzeba przejść.
Od początku zależało nam na tym, żeby zachować balans pomiędzy zwiedzaniem, przemieszczaniem się, spaniem, jedzeniem, sportem i zwykłym nicnierobieniem. I jestem z nas naprawdę dumna, że się udało. Nie miałam poczucia, że trzeba „wycisnąć” z każdego dnia maksymalną liczbę zabytków, skoro już jesteśmy w danym mieście.
Po trzech tygodniach uważam to za jedną z najważniejszych umiejętności podróżniczych: umieć skończyć zwiedzanie, zanim organizm zrobi to za ciebie.
Oficjalne wskazówki DiscoverEU mówią wprost: nie spiesz się wszędzie. I to jest zdecydowanie rada, pod którą mogę się podpisać.
6. JEŻELI MASZ SZCZEGÓLNE POTRZEBY, NIE PRÓBUJ UDAWAĆ, ŻE ICH NIE MASZ
Mam fenyloketonurię, więc jedzenie podczas trzytygodniowej podróży nie jest dla mnie detalem organizacyjnym. Musieliśmy zwracać uwagę na skład produktów, możliwość przygotowania jedzenia i wybór odpowiednich noclegów. Szukaliśmy więc miejsc z dostępem do kuchni albo aneksu kuchennego.
Jednym z najmilszych wspomnień z wyjazdu jest dla mnie moment, kiedy wcześniej pokazałam Hani i Frankowi, jak obliczać zawartość fenyloalaniny w produktach, a potem widziałam Franka chodzącego po sklepie i samodzielnie sprawdzającego etykiety.
To jest dla mnie dobry przykład tego, czym może być wsparcie. Nie chodzi o to, żeby ktoś przejął moje życie i robił wszystko za mnie. Chodzi o to, żeby ludzie, z którymi podróżuję, wiedzieli, czego potrzebuję, i potrafili w razie potrzeby pomóc.
DISCOVEREU INCLUSION ACTION ISTNIEJE WŁAŚNIE PO TO, ŻEBY BARIERY NIE OZNACZAŁY: „TAKA PODRÓŻ NIE JEST DLA MNIE”.
7. DOBRA OSOBA TOWARZYSZĄCA NIE JEST OD TEGO, ŻEBY ROBIĆ WSZYSTKO ZA CIEBIE
Oficjalnie Hania i Franek byli w naszym projekcie osobami towarzyszącymi. W praktyce byliśmy przede wszystkim trójką przyjaciół podróżujących razem. To było dla mnie bardzo ważne.
Owszem, moje potrzeby były istotną częścią organizacji wyjazdu. Czasem ktoś sprawdzał dla mnie jedzenie. Kiedy gorzej się czułam, dostałam ugotowany przez resztę ekipy słynny „makaron tematyczny” – czyli nie dowolny makaron z przypadkowymi warzywami, ale makaron z jednym składnikiem przewodnim. W tym przypadku: brokułem.
Z drugiej strony ja też wspierałam ich. I właśnie dlatego nie czułam, że istnieją dwa obozy: „osoba potrzebująca pomocy” i „opiekunowie”. Byliśmy zespołem.
PYTANIA DO OMÓWIENIA PRZED WYJAZDEM:
- Czego ode mnie potrzebujesz?
- Kiedy mam ci pomóc, a kiedy zostawić przestrzeń?
- Co robimy, jeśli któreś z nas jest zmęczone?
- Jak dbamy o potrzeby wszystkich osób w grupie?
8. CZASEM NAJWIĘKSZYM WYZWANIEM JEST... PRZESTAĆ WSZYSTKO SPRAWDZAĆ
To była chyba jedna z ważniejszych lekcji dla nas jako dzieci 21. wieku. Lubimy wiedzieć… Gdzie idziemy? Która restauracja jest najlepsza? Które muzeum trzeba zobaczyć? Co poleca internet? Czy ta piekarnia ma dobre opinie?
W Paryżu szukaliśmy bezglutenowych croissantów. Automatycznie moi przyjaciele sięgnęli po telefony, żeby znaleźć odpowiednią piekarnię. Rozejrzałam się po ulicy, spojrzałam na nich i powiedziała coś mniej więcej takiego:
„Ale my właśnie stoimy pod bezglutenową piekarnią”.
Dosłownie. Wystarczyło podnieść wzrok.
To był bardzo prosty moment, ale został ze mną na długo. Uświadomiłam sobie, ile rzeczy można przegapić, próbując cały czas upewnić się w internecie, że właśnie ogląda się to, co należy oglądać.
NOWA ZASADA: GOOGLE MAPS JEST FANTASTYCZNE DO ZNALEZIENIA DWORCA. NIEKONIECZNIE POWINNO DECYDOWAĆ, GDZIE SPOJRZĘ, KIEDY JUŻ Z NIEGO WYJDĘ.
9. WEŹ APARAT ALBO PO PROSTU ZACZNIJ NAPRAWDĘ PATRZEĆ
Jednym z elementów mojego projektu było fotografowanie podróży. Z aparatem chodzi się po mieście inaczej. Zaczynasz zauważać szczegóły, których normalnie prawdopodobnie byś nie zobaczył: ludzi przy stoliku, światło na budynku, mały fragment ulicy, odbicie w szybie.
To jest szczególnie ważne w miejscach takich jak Paryż czy Wenecja, gdzie bardzo łatwo przemieszczać się od jednego „must see” do kolejnego. Wieża. Plac. Muzeum. Zdjęcie. Następne. Patrzenie przez obiektyw paradoksalnie sprawiło, że zaczęłam patrzeć szerzej.
Mniej interesowało mnie tylko to, co mam zobaczyć, a bardziej to, co właściwie dzieje się wokół mnie. Nie trzeba oczywiście mieć aparatu. Można prowadzić dziennik, nagrywać krótkie filmy, szkicować albo codziennie zapisywać jedną rzecz, która zaskoczyła.
10. NAJWAŻNIEJSZE RZECZY, KTÓRE PRZYWOZISZ Z DISCOVEREU, NIE MIESZCZĄ SIĘ W PLECAKU
Pojechałam między innymi po sztukę. I pod tym względem dostałam dokładnie to, czego chciałam. Był Belweder w Wiedniu i „Pocałunek” Klimta. Był mój pierwszy Van Gogh zobaczony na żywo. Było Musée d’Orsay. Był Rodin i jego ogród. Obraz widziany na ekranie i ten sam obraz, kiedy stoi się kilkadziesiąt centymetrów przed nim, naprawdę mogą wydawać się dwiema różnymi rzeczami.
Ale kiedy pod koniec wyjazdu próbowaliśmy nazwać to, czego się właściwie nauczyliśmy, okazało się, że równie ważne jak sztuka były rzeczy dużo mniej spektakularne:
- Jak komunikować swoje potrzeby.
- Jak usłyszeć potrzeby innych.
- Jak trzy tygodnie być razem i się nie pozabijać.
- Jak odpoczywać bez poczucia, że „marnuje się Paryż”.
- Jak zmienić plan.
- Jak zaufać komuś innemu.
- Jak czasem zaufać sobie.
I chyba to jest rzecz numer jedenaście: nie wszystko da się zaplanować jako efekt uczenia się. Czasem trzeba po prostu wsiąść do pociągu.
1. ZAPLANUJ TRASĘ, ALE NIE PLANUJ KAŻDEGO DNIA
Wyjeżdżając z Warszawy, mieliśmy zarezerwowane właściwie dwie rzeczy: pociąg do Pragi i pierwszy nocleg. Wiedzieliśmy oczywiście, jakie miasta chcemy odwiedzić i co mniej więcej chcemy w nich zobaczyć. Przed podróżą dużo rozmawialiśmy o trasie, siedzieliśmy nad mapami, odbyliśmy warsztaty dotyczące sztuki i miejsc, do których jedziemy. Mieliśmy więc kierunek.
Nie mieliśmy natomiast rozpiski typu: 8:00 pobudka, 9:15 muzeum, 12:30 obiad, 14:00 zabytek numer 7, 17:23 pociąg… I bardzo dobrze!
Dużą część przejazdów i noclegów rezerwowaliśmy na bieżąco. Kiedy zmieniały nam się plany, mogliśmy zmienić również połączenie. Dzięki temu podróż nie była wykonywaniem wcześniej przygotowanego harmonogramu. Była naprawdę podróżą.
Oczywiście jest też druga strona tej historii. Do Paryża jechaliśmy wieczornym pociągiem, internet ledwo działał, do miasta mieliśmy dotrzeć około 21:00, a my… nadal nie mieliśmy noclegu. To był chyba mój najbardziej stresujący moment całej wyprawy.
„Moja rada: miej plan, ale zostaw w nim puste miejsca. I może jednak nie zostawiaj znalezienia łóżka w Paryżu na ostatnią godzinę.”
— WSKAZÓWKA DISCOVEREU
2. POCIĄG TO NIE TYLKO SPOSÓB PRZEMIESZCZANIA SIĘ POMIĘDZY ATRAKCJAMI
Przed wyjazdem lubiłam pociągi. Po wyjeździe nasza ekipa właściwie jednogłośnie stwierdziła, że je kocha!
Jechaliśmy nimi godzinami. Dojechaliśmy nimi aż do Paryża. Spaliśmy w nocnym pociągu z Pragi do Wiednia. Raz przez chwilę siedzieliśmy na podłodze ostatniego wagonu, bo nie mieliśmy miejscówek, aż konduktorka znalazła nam trzy wolne siedzenia. Były rozmowy, spanie, jedzenie, oglądanie krajobrazu i wymyślanie w pociągu, jak będziemy dokumentować podróż. Po pewnym czasie przestajesz mieć poczucie, że „osiem godzin w pociągu to osiem straconych godzin”. To jest osiem godzin podróży.
I właśnie to jest dla mnie jedna z największych różnic między lataniem a przemieszczaniem się koleją. Nie teleportujesz się z lotniska pod Warszawą na lotnisko pod Paryżem. Widzisz, jak Europa zmienia się za oknem.
3. SPRAWDŹ REZERWACJE MIEJSC, ZANIM USIĄDZIESZ NA PODŁODZE
Elastyczność biletu bardzo ułatwiała nam życie, ale nie oznacza ona, że można zupełnie przestać interesować się zasadami obowiązującymi w poszczególnych pociągach. Niektóre wymagają obowiązkowej rezerwacji miejsca, inne nie. W szybkich i popularnych pociągach miejsca mogą się skończyć. Zasady różnią się też pomiędzy krajami i przewoźnikami.
My mieliśmy swoją krótką przygodę z podróżowaniem na podłodze wagonu. Było śmiesznie, bo trwało krótko i skończyło się znalezieniem miejsc. Gdyby miało tak wyglądać osiem godzin, prawdopodobnie wspominalibyśmy to trochę mniej kolorowo.
Przed wejściem do pociągu sprawdź trzy rzeczy: czy dany pociąg wymaga rezerwacji, ile ona kosztuje i czy są jeszcze miejsca. I nie zakładaj, że skoro masz pass, wszystko dzieje się automatycznie. Oficjalna strona DiscoverEU ma osobne instrukcje dotyczące aktywacji passa, przygotowania go do kontroli i rezerwacji miejsc.
4. MOŻNA PRZEŻYĆ TRZY TYGODNIE BEZ POŁOWY SWOJEJ SZAFY
Dzień przed wyjazdem pakowaliśmy się równocześnie i pisaliśmy do siebie na Messengerze: „Ile bierzecie koszulek?”, „W jaki plecak się pakujecie?”, „Jak to wszystko zmieścić?”… I wtedy Franek wysłał zdjęcie plecaka, który wyglądał prawie jak większa nerka. Moja reakcja była mniej więcej taka: „Nie gadaj, że ty się w to spakujesz na prawie miesiąc”. Chwilę później dowiedziałyśmy się, że planuje wziąć dwie koszulki! Ostatecznie, dla ścisłości, były chyba trzy koszulki i koszula. Ten szczegół stał się zresztą jednym z inside joke’ów całej wyprawy.
Nie twierdzę, że każdy powinien podróżować przez Europę z trzema T-shirtami. Ale nauczyłam się, że prawie zawsze zabieramy więcej, niż naprawdę potrzebujemy. A kiedy przez trzy tygodnie co kilka dni idziesz z całym swoim dobytkiem na dworzec, zaczynasz mieć bardzo wyraźną opinię na temat każdej rzeczy, którą „może warto wziąć na wszelki wypadku”.
Najlepsza rzecz do spakowania? Mniej rzeczy. A jeśli wybierasz noclegi, pralka raz na kilka dni potrafi być większym luksusem niż widok z okna.
5. JEDZENIE, SEN I ODPOCZYNEK NIE PRZESZKADZAJĄ W ZWIEDZANIU. ONE UMOŻLIWIAJĄ ZWIEDZANIE
Można pojechać do Paryża i próbować zobaczyć wszystko. Można też po dwóch dniach być tak zmęczonym, że Musée d’Orsay staje się po prostu kolejnym budynkiem, przez który trzeba przejść.
Od początku zależało nam na tym, żeby zachować balans pomiędzy zwiedzaniem, przemieszczaniem się, spaniem, jedzeniem, sportem i zwykłym nicnierobieniem. I jestem z nas naprawdę dumna, że się udało. Nie miałam poczucia, że trzeba „wycisnąć” z każdego dnia maksymalną liczbę zabytków, skoro już jesteśmy w danym mieście.
Po trzech tygodniach uważam to za jedną z najważniejszych umiejętności podróżniczych: umieć skończyć zwiedzanie, zanim organizm zrobi to za ciebie.
Oficjalne wskazówki DiscoverEU mówią wprost: nie spiesz się wszędzie. I to jest zdecydowanie rada, pod którą mogę się podpisać.
6. JEŻELI MASZ SZCZEGÓLNE POTRZEBY, NIE PRÓBUJ UDAWAĆ, ŻE ICH NIE MASZ
Mam fenyloketonurię, więc jedzenie podczas trzytygodniowej podróży nie jest dla mnie detalem organizacyjnym. Musieliśmy zwracać uwagę na skład produktów, możliwość przygotowania jedzenia i wybór odpowiednich noclegów. Szukaliśmy więc miejsc z dostępem do kuchni albo aneksu kuchennego.
Jednym z najmilszych wspomnień z wyjazdu jest dla mnie moment, kiedy wcześniej pokazałam Hani i Frankowi, jak obliczać zawartość fenyloalaniny w produktach, a potem widziałam Franka chodzącego po sklepie i samodzielnie sprawdzającego etykiety.
To jest dla mnie dobry przykład tego, czym może być wsparcie. Nie chodzi o to, żeby ktoś przejął moje życie i robił wszystko za mnie. Chodzi o to, żeby ludzie, z którymi podróżuję, wiedzieli, czego potrzebuję, i potrafili w razie potrzeby pomóc.
DISCOVEREU INCLUSION ACTION ISTNIEJE WŁAŚNIE PO TO, ŻEBY BARIERY NIE OZNACZAŁY: „TAKA PODRÓŻ NIE JEST DLA MNIE”.
7. DOBRA OSOBA TOWARZYSZĄCA NIE JEST OD TEGO, ŻEBY ROBIĆ WSZYSTKO ZA CIEBIE
Oficjalnie Hania i Franek byli w naszym projekcie osobami towarzyszącymi. W praktyce byliśmy przede wszystkim trójką przyjaciół podróżujących razem. To było dla mnie bardzo ważne.
Owszem, moje potrzeby były istotną częścią organizacji wyjazdu. Czasem ktoś sprawdzał dla mnie jedzenie. Kiedy gorzej się czułam, dostałam ugotowany przez resztę ekipy słynny „makaron tematyczny” – czyli nie dowolny makaron z przypadkowymi warzywami, ale makaron z jednym składnikiem przewodnim. W tym przypadku: brokułem.
Z drugiej strony ja też wspierałam ich. I właśnie dlatego nie czułam, że istnieją dwa obozy: „osoba potrzebująca pomocy” i „opiekunowie”. Byliśmy zespołem.
PYTANIA DO OMÓWIENIA PRZED WYJAZDEM:
- Czego ode mnie potrzebujesz?
- Kiedy mam ci pomóc, a kiedy zostawić przestrzeń?
- Co robimy, jeśli któreś z nas jest zmęczone?
- Jak dbamy o potrzeby wszystkich osób w grupie?
8. CZASEM NAJWIĘKSZYM WYZWANIEM JEST... PRZESTAĆ WSZYSTKO SPRAWDZAĆ
To była chyba jedna z ważniejszych lekcji dla nas jako dzieci 21. wieku. Lubimy wiedzieć… Gdzie idziemy? Która restauracja jest najlepsza? Które muzeum trzeba zobaczyć? Co poleca internet? Czy ta piekarnia ma dobre opinie?
W Paryżu szukaliśmy bezglutenowych croissantów. Automatycznie moi przyjaciele sięgnęli po telefony, żeby znaleźć odpowiednią piekarnię. Rozejrzałam się po ulicy, spojrzałam na nich i powiedziała coś mniej więcej takiego:
„Ale my właśnie stoimy pod bezglutenową piekarnią”.
Dosłownie. Wystarczyło podnieść wzrok.
To był bardzo prosty moment, ale został ze mną na długo. Uświadomiłam sobie, ile rzeczy można przegapić, próbując cały czas upewnić się w internecie, że właśnie ogląda się to, co należy oglądać.
NOWA ZASADA: GOOGLE MAPS JEST FANTASTYCZNE DO ZNALEZIENIA DWORCA. NIEKONIECZNIE POWINNO DECYDOWAĆ, GDZIE SPOJRZĘ, KIEDY JUŻ Z NIEGO WYJDĘ.
9. WEŹ APARAT ALBO PO PROSTU ZACZNIJ NAPRAWDĘ PATRZEĆ
Jednym z elementów mojego projektu było fotografowanie podróży. Z aparatem chodzi się po mieście inaczej. Zaczynasz zauważać szczegóły, których normalnie prawdopodobnie byś nie zobaczył: ludzi przy stoliku, światło na budynku, mały fragment ulicy, odbicie w szybie.
To jest szczególnie ważne w miejscach takich jak Paryż czy Wenecja, gdzie bardzo łatwo przemieszczać się od jednego „must see” do kolejnego. Wieża. Plac. Muzeum. Zdjęcie. Następne. Patrzenie przez obiektyw paradoksalnie sprawiło, że zaczęłam patrzeć szerzej.
Mniej interesowało mnie tylko to, co mam zobaczyć, a bardziej to, co właściwie dzieje się wokół mnie. Nie trzeba oczywiście mieć aparatu. Można prowadzić dziennik, nagrywać krótkie filmy, szkicować albo codziennie zapisywać jedną rzecz, która zaskoczyła.
10. NAJWAŻNIEJSZE RZECZY, KTÓRE PRZYWOZISZ Z DISCOVEREU, NIE MIESZCZĄ SIĘ W PLECAKU
Pojechałam między innymi po sztukę. I pod tym względem dostałam dokładnie to, czego chciałam. Był Belweder w Wiedniu i „Pocałunek” Klimta. Był mój pierwszy Van Gogh zobaczony na żywo. Było Musée d’Orsay. Był Rodin i jego ogród. Obraz widziany na ekranie i ten sam obraz, kiedy stoi się kilkadziesiąt centymetrów przed nim, naprawdę mogą wydawać się dwiema różnymi rzeczami.
Ale kiedy pod koniec wyjazdu próbowaliśmy nazwać to, czego się właściwie nauczyliśmy, okazało się, że równie ważne jak sztuka były rzeczy dużo mniej spektakularne:
- Jak komunikować swoje potrzeby.
- Jak usłyszeć potrzeby innych.
- Jak trzy tygodnie być razem i się nie pozabijać.
- Jak odpoczywać bez poczucia, że „marnuje się Paryż”.
- Jak zmienić plan.
- Jak zaufać komuś innemu.
- Jak czasem zaufać sobie.
I chyba to jest rzecz numer jedenaście: nie wszystko da się zaplanować jako efekt uczenia się. Czasem trzeba po prostu wsiąść do pociągu.
ZANIM POJEDZIESZ – MOJA KRÓTKA LISTA
Sprawdź zasady rezerwacji pociągów na swojej trasie.
Weź EKUZ i ubezpieczenie.
Miej plan B.
Nie pakuj plecaka tak, żeby po pierwszym kilometrze zacząć nienawidzić całego swojego dobytku.
Jeśli masz szczególne potrzeby, zaplanuj ich obsługę przed wyjazdem i porozmawiaj o nich z osobami, z którymi podróżujesz.
Zostaw sobie czas na sen, jedzenie i nicnierobienie.
I nie próbuj zobaczyć całej Europy za jednym razem.
„Europa raczej nie zniknie. A ty będziesz mieć powód, żeby pojechać jeszcze raz.”
PROJEKT „SZLAKIEM KULTURY: MŁODZIEŻ BEZ BARIER W EUROPIE”
Projekt został zrealizowany w ramach DiscoverEU Inclusion Action programu Erasmus+. Wzięła w nim udział trójka absolwentów Wolnej Szkoły Demokratycznej Bullerbyn – przyjaciół, którzy oparli wspólną podróż na zaufaniu, uważności i znajomości swoich potrzeb. Przez trzy tygodnie podróżowali pociągami przez Europę, wspólnie planując kolejne etapy, dbając o siebie nawzajem, poznając europejskie dziedzictwo kulturowe i dokumentując swoje doświadczenia poprzez fotografię i film.
NOTA PRAWNA & DOFINANSOWANIE
Dofinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji nie ponoszą za nie odpowiedzialności.
© DISCOVEREU REPORTAZ — WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
